Indie 2015

cz. IV

Copyright (c) 2015-2017 by Radosław Botev

<<<<<<----- Wróć do początku relacji z podróży do Indii

Nizina Gangesu

Pola ryżowe na Nizinie Gangesu, Indie (c) 2015 by Radosław BotevPo całonocnej podróży w "bydlęcym" wagonie drugiej klasy indyjskiego pociągu chciałem już tylko jak najszybciej wydostać na świeże powietrze na zewnątrz. Niestety pociąg był opóźniony i musiało minąć jeszcze trochę czasu, zanim wreszcie dotarliśmy na stację w Waranasi. Przez ten czas wyglądałem przez zakratowane okno i ponownie patrzyłem na tonące w wilgoci pola ryżowe - znak, że na dobre opuściliśmy już suche tereny przedgórza Widhja, na którym leży Khajuraho, i wjechaliśmy w niemal zupełnie płaski obszar Niziny Gangesu.
Za oknem przewijały się coraz bardziej monotonne już dla mnie krajobrazy. Widziałem kobiety pracujące w polu w kolorowych, indyjskich strojach, widziałem porozrzucane gdzieniegdzie wiejskie zabudowania, a czasem nawet - stojący w szczerym polu i zupełnie niepasujący do scenerii olbrzymi posąg jakiegoś hinduskiego bóstwa, pomalowany na krzyczące, jaskrawe kolory.

Waranasi - nad brzegiem Gangesu

Ulica w Waranasi (Varanasi), Indie (c) 2015 by Radosław Botev Około południa pociąg wreszcie wtoczył się leniwie na stację kolejową w Waranasi. Motorowa ryksza zawiozła mnie stamtąd labiryntem krętych, zatłoczonych uliczek do schroniska Zostel Varanasi. Po załatwieniu formalności związanych z zakwaterowaniem wyszedłem wreszcie na miasto. W pierwszej kolejności chciałem - rzecz jasna - dostać się nad upragniony Ganges. Tylko w którą stronę powinienem iść?
- Ganges, Ganges - na próżno usiłowałem porozumieć się po angielsku z zagadniętym Hindusem.
- Ganga? Tam - Hindus zrozumiał wreszcie po dłuższej chwili, że pytam o świętą rzekę, zwaną w języku hindi właśnie "Ganga", i dopiero teraz wskazał mi właściwy kierunek marszu.
Odległość była spora, bo Waranasi przez wieki bardzo się rozrosło. Jednak kiedy tylko wyszedłem na główną ulicę prowadzącą ku ghatom, jak określa się tu kamienne schody prowadzące wprost do rzeki, od razu znalazłem się w tłumie pielgrzymów. Większość z nich ubrana była w charakterystyczne pomarańczowe stroje - byli to młodzi mężczyźni przemierzający boso cały subkontynent, aby zaczerpnąć świętej wody z Gangesu i przenieść ją w bukłakach do rozsianych po całym kraju świątyń Śiwy.
Oprócz pielgrzymów po ulicach Waranasi wałęsały się także puszczone samopas krowy - w dużym mieście był to dla mnie widok dość surrealistyczny. Krowy te najwyraźniej nic nie robiły sobie też z tłumu przechodniów - wszyscy i tak ustępowali tym czczonym tutaj zwierzętom z drogi. W wąskich uliczkach starego miasta nad samym brzegiem Gangesu spotkanie z krową i konieczność przylgnięcia do ściany, aby zwierzę mogło sobie spokojnie przejść, były dla mnie osobiście jednak dość uciążliwą sytuacją.
Ganges, Waranasi (Varanasi), Indie (c) 2015 by Radosław BotevKiedy wreszcie stanąłem nad Gangesem, moim oczom ukazał się rząd drewnianych, zacumowanych łodzi i tłum ludzi taplających się przy nich w mętnej wodzie rzeki. Inaczej wyobrażałem sobie rytualne ablucje - spodziewał się przy tej czynności większego namaszczenia, religijnej zadumy, a tymczasem Hindusi po prostu wchodzą do wody w ubraniu i zwyczajnie zanurzają się w rzece, jakby właśnie zażywali kąpieli na osiedlowym basenie, a nie dokonywali rytualnego obmycia ciała. Do tego trzeba wprost powiedzieć, że święta rzeka hinduistów po prostu... śmierdzi. Ganges jest silnie zanieczyszczony i to nie tylko ściekami - wielokrotnie widziałem, jak nurt niósł martwe zwierzęta hodowlane. W tej sytuacji postanowiłem nie przyłączać się do wyznawców Śiwy i pozostałem bezpiecznie na brzegu.
Waranasi nie jest oczywiście żadnym wyjątkiem, gdy idzie o brak higieny - podróżując po Indiach należy przywyknąć do spowijającego ulice fetoru gnijących odpadków, zwierzęcych (a pewnie i ludzkich) odchodów, a także gryzącej woni kadzideł. W połączeniu z gorącym, lepkim powietrzem tropików tworzy to swoistą atmosferę Indii, którą albo się kocha albo nienawidzi - brak jest doznań pośrednich. Dla mnie atmosfera ta nierozerwalnie łączyła się z przygodą - wiedziałem, że to właśnie tu, w Waranasi, nad cuchnącym Gangesem wśród gwarnego tłumu Hindusów, których stroje mieniły się feerią krzyczących barw, poznawałem prawdziwe oblicze indyjskiego subkontynentu.

Galeria zdjęć
(kliknij, żeby powiększyć)

Pielgrzymi nad Gangesem, Waranasi (Varanasi), Indie (c) 2015 by Radosław Botev

Pielgrzymi nad Gangesem, Waranasi (Varanasi), Indie (c) 2015 by Radosław Botev

Pielgrzymi nad Gangesem, Waranasi (Varanasi), Indie (c) 2015 by Radosław Botev

Pielgrzymi nad Gangesem, Waranasi (Varanasi), Indie (c) 2015 by Radosław Botev

Święto ku czci Gangesu, Waranasi (Varanasi), Indie (c) 2015 by Radosław BotevWieczorem, gdy nad brzegami Gangesu zrobiło się już ciemno, natrafiłem tu na obchody miejscowego święta. Jak mi powiedziano, było to święto Gangesu - wiem jednak, że główne takie święto - Dev Deepawali - odbywa się w Waranasi w listopadzie, musiałem więc być świadkiem jakiejś pomniejszej hinduistycznej uroczystości. Po przejrzeniu zasobów światowej sieci internetowej doszedłem do przekonania, że był to rytuał arati, a konkretnie w tym wypadku Gangarati - ofiarowania bóstwu Gangesu światła lampek wotywnych.
Widzów zaproszono na łodzie zacumowane na rzece. Dzięki temu siedzieliśmy twarzą do ghatów, na których odbywały się uroczystości. Przed nami kapłan usiadł na drewnianej platformie nad rzeką i zapalił kadzidła, a także coś, co wyglądało jak wielki świecznik. Ludzie puszczali też zapalone świeczki w łódeczkach na wodzie. Zaś wysoko, na tarasie jednego z przybrzeżnych budynków trzech innych kapłanów intonowało jakąś hinduską pieśń i machało zapalonymi świecznikami w takt muzyki. Podobne uroczystości odbywały się także na sąsiednich ghatach - najpewniej wzdłuż całego miejskiego nabrzeża.
Waranasi tętniło życiem do późnych godzin nocnych. Przy ghatach porozstawiane są stragany, na których nabyć można żywność, pamiętki, a także i miejscowe dewocjonalia. Krążąc labiryntem uliczek dotarłem w końcu także w pobliże ghatu Manikarnika. Ghat ten jest wyjątkowy, ponieważ w odróżnieniu od pozostałych służy przede wszystkim jako miejsce rytualnej kremacji zmarłych. Ze względu na szacunek dla rodzin nie należy podchodzić do samych stosów ani też robić zdjęć - można jednak przyjrzeć się uroczystości z daleka, z tarasów pobliskich domów (rzecz jasna za drobną opłatą dla właściciela). Na ile zdołałem się zorientować obserwując kremację ze sporej bądź co bądź odegłości, ciała zmarłych wnosi się na stos szczelnie owinięte płótnem, a następnie wrzuca w ogień. Co jakiś czas ogień podsyca się dokładając drewna, a po pewnym czasie można już wnieść kolejne ciało - i tak przez całą noc. Duszący, słodkawy dym z płonących stosów zasnuwa wtedy nabrzeże, mieszając się z oparami kadzideł, wonnych przypraw indyjskiej kuchni z pobliskich straganów, ale też i z wszechobecnym fetorem moczu, krowich odchodów i zgnilizny porozrzucanych po ulicach śmieci. I to jest właśnie kwintesencja Indii: kraj ten atakuje zmysły Europejczyka chaosem intensywnych, sprzecznych ze sobą doznań - obcych, orientalnych wrażeń. Indie nie poddają się znanym nam schematom, nie dają się wartościować, bo dostarczają wszystkiego na raz i to w nadmiarze.

Uroczystości nad Gangesem - galeria zdjęć
(kliknij, żeby powiększyć)

Uroczystości nad Gangesem, Waranasi (Varanasi), Indie (c) 2015 by Radosław Botev

Hinduska dziewczyna w czasie uroczystości nad Gangesem, Waranasi (Varanasi), Indie (c) 2015 by Radosław Botev

Uroczystości nad Gangesem, Waranasi (Varanasi), Indie (c) 2015 by Radosław Botev

Uroczystości nad Gangesem, Waranasi (Varanasi), Indie (c) 2015 by Radosław Botev

Rejs po Gangesie, Waranasi (Varanasi), Indie (c) 2015 by Radosław BotevWizyta w Waranasi nie byłaby kompletna bez rejsu łodzią wzdłuż ghatów nad Gangesem. Ghaty najefektowniej prezentują się się wczesnym rankiem, gdy wschodzące słońce oświetla je z przeciwległego brzegu rzeki. Zdecydowałem jednak nie przebijać się tak wcześnie rano przez tłum turystów i nie płacić wygórowanej wówczas ceny. Mój rejs odbył się zatem w ciągu dnia.
W drodze z Rajendra Prasat Ghat na wprost Luxa Road przepłynąłem wraz z kilkoma innymi turystami motorową łodzią lokalnego przewoźnika aż w pobliże Ghatu Tulsi około 2 kilometerów na południe. Po drodze minęlimy może z kilkanaście innych ghatów, na których tłoczyli się Hindusi w jaskrawokolorowych strojach. Niektórzy zażywali kąpieli w Gangesie, inni zaś tylko siedzieli na schodach, oddając się rozmowie lub zdawali się medytować. Przy ghatach, ponad mętną wodą Gangesu górowały zaś pradawne gmachy hinduistycznych świątyń i innych, pokrytych patyną czasu budowli.
W Waranasi spędziłem łącznie prawie trzy dni. Oprócz wizyty na ghatach krążyłem także po mieście, które ochrzciłem mianem "bijącego serca Indii". O ile bowiem słynny na cały świat Tadż Mahal jest niekwestionowanym symbolem indyjskiej przeszłości, spuścizną nieistniejącego już dziś kraju maharadżów, o tyle nadgangeskie ghaty to wciąż żywe świadectwo indyjskiej kultury.

Ghaty nad Gangesem - galeria zdjęć
(kliknij, żeby powiększyć)

Ghaty nad Gangesem, Waranasi (Varanasi), Indie (c) 2015 by Radosław Botev

Ghaty nad Gangesem, Waranasi (Varanasi), Indie (c) 2015 by Radosław Botev

Ghaty nad Gangesem, Waranasi (Varanasi), Indie (c) 2015 by Radosław Botev

Ghaty nad Gangesem, Waranasi (Varanasi), Indie (c) 2015 by Radosław Botev

Trzeciego dnia późnym popołudniem wyjechałem w ostatnią już trasę nocnym pociągiem niewygodniej drugiej klasy. Dalej oczekiwała mnie już Kalkuta...

Przejdź do dalszej części relacji z podróży do Indii ->>>>>>>>>

Powrót na stronę główną

Spis podróży