Iran 2014

cz. III

Copyright (c) 2014, 2015 by Radosław Botev

<<<<<<----- Wróć do początku relacji z podróży na Bliski Wschód

Kaszan

Wielka Pustynia Słona, Iran (c) 2014 by Radosław BotevPodróżny wyjeżdżający z Teheranu na południe mija po drodze dobrze widoczne sanktuarium Imama Chomeiniego - zanotowałem w pamięci, aby odwiedzić to miejsce, kiedy nadarzy się kolejna podróż do Teheranu. Nieco dalej na południe krajobraz zaczyna się gwałtownie zmieniać: pola uprawne ustępują miejsca jałowej pustyni - to przedpole Daszt-e Kawiru, czyli Wielkiej Pustyni Słonej. Marsjański krajobraz tego regionu towarzyszył mi w podróży między kolejnymi irańskimi miastami niemal do końca - prawie do samego Szirazu. Na razie jednak - minąwszy po drodze miasto Kom, które zapamiętałem głównie dzięki widocznemu po drodze meczetowi - autobus zawiózł mnie do Kaszanu (Kashan), gdzie miałem zamiar obejrzeć kilka zabytków perskiej architektury.
Autobus wysadził mnie przy ruchliwej ulicy w północnej części miasta. Rzecz jasna, od razu zagadnęło mnie kilku taksówkarzy, pragnących zawieźć mnie do wybranego hotelu. Po lekturze przewodnika Bradta, zdecydowałem się na pobyt w Hotelu Sayyah, będącym ponoć jedyną budżetową opcją noclegową w mieście. Hotelik ma przyjemny, choć nieco ciasny hall, za to czyste, zadbana i przyjemnie urządzone pokoje. W recepcji udało mi się też załatwić transport na dalszą podróż na południe - następnego dnia miałem wyjechać wraz z parą francuskich turystów do górskiej wioski Abjane i dalej do Isfahanu.
Masdżed-e Agha Bozord, Kaszan, Iran (c) 2014 by Radosław BotevNa razie jednak zostałem w Kaszanie - jego główną atrakcją są tradycyjne domy irańskich kupców, gdzie udałem się w pierwszej kolejności. Po drodze jednak natknąłem się na inny zabytek - wielki meczet Masdżed-e Agha Bozorg, przy którym działa także medresa. Ten osiemnastowieczny meczet zwraca uwagę przede wszystkim doskonałą symetrią kształtów, widoczną już po minięciu pierwszego ejwanu - monumentalnej bramy prowadzącej na dziedziniec. Podróżny, który stanie w tym miejscu, spostrzeże kolejny ejwan prowadzący do krytej kopułą sali modłów i dwa wzbijające się w niebo minareciki, symetrycznie rozłożone po obu stronach wejścia.
Ciekawym rozwiązaniem architektonicznym jest także obniżona część dziedzińca - rozliegła fontanna i kilka zasadzonych drzewek znajdują się kilka metrów poniżej gruntu - widać to dopiero, gdy stanie się u progu drugiego, wewnętrznego ejwanu. Elewacje meczetu zdobione są obowiązkową - jak się zdaje - w tej części świata błękitną mozaiką z roślinnym motywem zdobień.
Sama medresa (szkoła koraniczna) wydaje się niedostępna dla zwiedzających. Pocieszające jest jednak, że przynajmniej sam meczet można było zwiedzać za darmo, co na przykład w takim Isfahanie, dokąd miałem zamiar dotrzeć już następnego dnia, wcale nie jest takie oczywiste.
Kompleks - chociaż wizualnie atrakcyjny - mimo wszystko jakoś mnie nie zachwycił. Brakowało w nim egzotycznej atmosfery, muzułmanów przychodzących tu w dziwnych tunikach. Do tego u wejścia do meczetu, już za wejściowym ejwanem zaparkowane były dwa motocykle, a na samym dziedzińcu stał czyjś rower. Zupełnie jakbym odwiedził jakieś muzeum, a nie muzułmańską świątynię.

Galeria zdjęć
(kliknij, żeby powiększyć)

Masdżed-e Agha Bozorg, Kaszan (Kashan), Iran (c) 2014 by Radosław Botev

Masdżed-e Agha Bozorg, Kaszan (Kashan), Iran (c) 2014 by Radosław Botev

Masdżed-e Agha Bozorg, Kaszan (Kashan), Iran (c) 2014 by Radosław Botev

Masdżed-e Agha Bozorg, Kaszan (Kashan), Iran (c) 2014 by Radosław Botev

Chane-je Abbasi-ha (Khaneh Abbasian, Chane-je Abbasin), Kaszan (Kashan), Iran (c) 2014 by Radosław BotevSpod meczetu dostałem się po kilku minutach marszu w labirynt krętych, zalanych słońcem uliczek starej kaszańskiej dzielnicy. Skonstatowałem, że w Kaszanie było już dość ciepło - odczuwałem komfort termiczny, co było miłą odmianą po przedwiosennym chłodzie północnych prowincji, czy też zimnej, wiosennej plusze Teheranu. Tu, w Kaszanie, trwało już dla mnie lato.
Spośród kilku udostępnionych tu zwiedzającym rezydencji kupieckich wybrałem Chane-je Abbasi-ha (Khaneh Abbasian). Jest to największa spośród tutejszych rezydencji - powstała w końcu XIX wieku i należała do kupieckiej rodziny trudniącej się handlem dywanami. Rozmiary i przepych zdobień uświadamiają bardziej niż cokolwiek innego, jak bardzo mogły się wzbogacić perskie rodziny kupieckie: rezydencja posiada kilka kondygnacji, między którymi można przechodzić licznymi schodami, a także kilka dziedzińców z fontannami i komnaty bogato zdobione mozaikami. W niektórych komnatach umieszczono kolorowe witraże, dzięki którym słońce rozświetla wnętrza wielobarwnym światłem. Rozległy kompleks jest prawdziwym labiryntem przejść i zakamarków, w którym łatwo można się nawet zgubić.
W Chane-je Abbasi-ha spędziłem blisko godzinę, to włócząc się po korytarzach, to znowu odpoczywając w cieniu dziedzińca przy przyjemnie pluskającej fontannie. W Kaszanie jest jeszcze kilka innych podobnych rezydencji, m.in. Chane-je Borudżerdi-ha, czy też Chane-je Tabatabaj-ha, jednak z braku funduszów nie zdecydowałem się już na zakup biletu do tych obiektów.

Galeria zdjęć
(kliknij, żeby powiększyć)

Chane-je Abbasi-ha, Kaszan (Kashan), Iran (c) 2014 by Radosław Botev

Chane-je Abbasi-ha, Kaszan (Kashan), Iran (c) 2014 by Radosław Botev

Chane-je Abbasi-ha, Kaszan (Kashan), Iran (c) 2014 by Radosław Botev

Chane-je Abbasi-ha, Kaszan (Kashan), Iran (c) 2014 by Radosław Botev

Tepe Sialk, Kaszan (Kashan), Iran (c) by Radosław BotevDługa, kilkunastokilometrowa szosa prowadzi z centrum Kaszanu na południowy wschód ku perskim ogrodom Bagh-e Fin. Zanim tam jednak dotarłem, zboczyłem nieco na północ ku wyraźnie rzucającemu się w oczy piaskowemu wzgórzu. To Tepe Sialk, stanowisko archeologiczne obejmujące pozostałości starożytnego zigguratu i wcześniejszych, neolitycznych osiedli ludzkich.
Ziggurat z Tepe Sialk pochodzi z początku trzeciego tysiąclecia przed naszą erą, co czyni go starszym niż wiele spośród egipskich piramid. Jest to bodajże najstarsza znana budowla tego typu w całej Mezopotamii. Chociaż niewiele pozostało już z tej prastarej wieży świątynnej, to jednak łatwo można wyobrazić sobie, jakie piorunujące wrażenie musiała ona robić na starożytnych: wzniesiono ją na szczycie wzgórza, z którego nawet dziś roztacza się rozległy widok na sąsiednie pola uprawne i dalej na ośnieżone o tej porze szczyty gór Zagros; budowla musiała być więc widoczna z odległości wielu kilometrów.
W pobliżu zigguratu natrafiono na ślady ludzkich osad z jeszcze dawniejszych czasów: nawet z VI tysiąclecia przed naszą erą. Z tamtej epoki pochodzą pozostałości domów wznoszonych z gliny, które można dziś obejrzeć w specjalnej hali pod zadaszeniem. Jednak to nie potomkowie mieszkańców tych glinianych domów wznieśli późniejszy ziggurat: Tepe Sialk było opuszczone przez blisko tysiąclecie przed budową zigguratu. Dopiero w późniejszych wiekach zaczęły napływać tu indoeuropejskie ludy, znające już koło garncarskie i potrafiące wytwarzać zdobione naczynia, których część dotrwała do naszych czasów i wystawiona jest obecnie w miejscowym muzeum.
Ogród perski Bagh-e Fin, Kaszan (Kashan), Iran (c) 2014 by Radosław BotevDo perskiego ogrodu Bagh-e Fin, będącego jednym z ogrodów wpisanych na listę światowego dziedzictwa UNESCO, pojechałem dalej taksówką. Wysiadłem przed starą, zaniedbaną bramą w potężnym murze, ciągnącym się wzduż ulicy. Mur i brama pamiętały jeszcze zapewne XVI stulecie, gdy założono ogród, a popękane cegły i wciskająca się wszędzie roślinność dodatkowo podkreślały stary wiek okalających ogród fortyfikacji.
Pierwsze, co rzuca się w oczy w ogrodzie, to długie aleje przepołowione wzdłuż korytem wodnym z fontannami. Znawcy perskiej architektury rozpoznają tu nawiązanie do dwóch przecinających się rzek, które według Koranu płyną przez raj. Bagh-e Fin, pełen soczystozielonej roślinności wśród szemrzących strumyków, symbolizuje więc koraniczne rajskie miejsce.
Na centralnym placu ogrodu, w miejscu przecięcia dwóch rzek, stoi pawilon z charakterystycznymi dla perskiej architektury kopułami i mozaikami z motywami roślinnymi. Jest to też jedno z najczęściej fotografowanych miejsc w ogrodzie, jeśli nie w całym Kaszanie.
Osobiście miałem jednak mieszane odczucia: Bagh-e Fin jest niewątpliwie pięknym ogrodem, a w XVI stuleciu musiał być prawdziwą perłą, dającą królewskim dygnitarzom schronienie przed upalnym słońcem Persji. Ja jednak, przybywszy tu wczesną wiosną, nie musiałem szukać ukojenia u wypełnionych lodowatą wodą fontann w cieniu rosnących tu cyprysowych drzew - a w czasie swoich podróży widywałem już wiele innych, rozleglejszych i piękniejszych moim zdaniem ogrodów, takich jak choćby chińskie ogrody Suzhou ze znacznie ciekawszymi pawilonami, przez co Bagh-e Fin jawił mi się teraz jako niewielki, niezbyt interesujący ogródek. Zapewne jest to znany syndrom podróżnika, który widział w życiu zbyt wiele...

Galeria zdjęć
(kliknij, żeby powiększyć)

Bagh-e Fin, Kaszan (Kashan), Iran (c) 2014 by Radosław Botev

Bagh-e Fin, Kaszan (Kashan), Iran (c) 2014 by Radosław Botev

Bagh-e Fin, Kaszan (Kashan), Iran (c) 2014 by Radosław Botev

Bagh-e Fin, Kaszan (Kashan), Iran (c) 2014 by Radosław Botev

Góry Zagros i wioska Abjane

Góry Zagros, Iran (c) 2014 by Radosław BotevRankiem kolejnego dnia podróży przed hotelem Sayyah w Kaszanie czekał już na mnie umówiony samochód, którym kierowca miał zawieźć mnie i parę poznanych w hotelu Francuzów do położonej wysoko w górach wioski Abjane. Wkrótce też zgodnie z planem wyruszyliśmy w trasę.
Wiosną, podczas gdy w Kaszanie panują temperatury rzędu +20 stopni Celsjusza, w najwyższych partiach gór Zagros, do których zbliżaliśmy się właśnie boczną, asfaltową trasą, wciąż zalegają płaty śniegu. I właśnie te ośnieżone szczyty i otaczająca nas, zalana słońcem półpustynia u podnóży Zagrosu, a ściślej jego wschodniej odnogi Kuh-e Rud, tworzyła iście surrealistyczną scenerię. Była to też jedna z tych chwil, w których zdawałem sobie sprawę, że odwiedzam właśnie zakątek świata, który od dawna znałem z mapy - doskonale pamiętam, jak ponad dwadzieścia lat wcześniej studiowałem w atlasie ten region, z zafascynowaniem odczytując na głos dziwnie, niemal złowieszczo brzmiące nazwy: Zagros, Elbrus, Daszt-e Kawir... Podróżując teraz po Iranie wiedziałem, że oto spełniają się moje marzenia.
Pusta, asfaltowa szosa doprowadziła nas końcu w same góry. Mknęliśmy teraz chyżo, lawirując wśród stromych skał. Na okolicznych zboczach, pokrytych brunatną glebą i z rzadka tylko porośniętych sucholubną roślinnością dostrzegaliśmy raz po raz prymitywne chatki miejscowych wieśniaków, a w pewnym momencie nawet ruiny starego karawanseraju - swoistego "motelu" na trasie karawan, gdzie kupcy mogli zatrzymać się na noc.

Galeria zdjęć
(kliknij, żeby powiększyć)

Góry Zagros, Iran (c) 2014 by Radosław Botev

Góry Zagros, Iran (c) 2014 by Radosław Botev

Góry Zagros, Iran (c) 2014 by Radosław Botev

Karawanseraj, Góry Zagros, Iran (c) 2014 by Radosław Botev

Abjane (Abyaneh), Iran (c) 2014 by Radosław BotevWioska Abjane, znana szerzej w angielskiej transkrypcji Abyaneh, słynie przede wszystkim ze swojego budownictwa: domy wznoszone są tu z czerwonej gliny, dzięki czemu wioska prezentuje się niezwykle malowniczo. W Abjane wciąż żywe są stare, perskie tradycje: tutejsza ludność wyrabia i nosi tradycyjne stroje, zdobione haftowanymi motywami kwiatów, a także mówi starym dialektem, wywodzącym się ponoć ze średniowiecznego języka partyjskiego. Jednak to właśnie tutejsza architektura najbardziej urzeka przybywających tu z Zachodu podróżnych. Klucząc wąskimi uliczkami, dającymi ochronę przed mocno operującym na wysokościach słońcem, międzymi czerwonymi budynkami wioski nie mogłem oprzeć się wrażeniu, że gdzieś już widziałem coś podobnego. Dopiero po dłuższej chwili przypomniałem sobie, że zarówno tutejszy krajobraz gór Zagros, jak i takie gliniane budownictwo nieco przypomina scenerię berberskich wiosek, zagubionych w górach Atlasu. W czasie mojej podróży do Afryki ponad siedem lat wcześniej widziałem takie osady w okolicach Warzazatu - wtedy jednak podziwiałem je tylko z daleka, z okien przejeżdżającego obok autobusu, nie mogąc znaleźć transportu bezpośrednio do żadnej z nich. Z tym większym zaciekawieniem krążyłem teraz po podobnej architektonicznie wiosce w górach Iranu. Nie ma, oczywiście, żadnego bezpośredniego związku między marokańskimi Berberami a tutejszą ludnością - po prostu ludzie żyjący w podobnych warunkach i mający do dyspozycji podobne materiały w różnych częściach świata zupełnie niezależnie od siebie wpadali na podobne pomysły. Tak czy owak zanotowałem w pamięci, aby kiedyś wybrać się jeszcze raz do Maroka i dokładnie porównać tamtejsze wioski z tym, co właśnie oglądałem w Iranie.
Abjane (Abyaneh), Iran (c) 2014 by Radosław BotevSpacerując między budynkami Abjane można z bliska podziwiać piękno architektury, ale dopiero wspiąwszy się na zbocze po przeciwległej stronie małego strumyczka przybywyjący tu podróżnik może zobaczyć osadę w całej okazałości: położona jest na zboczu, skutkiem czego domy wzniesiono na różnych poziomach, co stworzyło możliwość podziwiania szerokiej panoramy wioski z drugiego brzegu doliny. Z tej perspektywy wioska doskonale komponuje się z krajobrazem nagich, brunatnych skał i wygląda niemal jak wytwór przyrody, nie zaś ludzka osada.
Brzegi płynącego przez wioskę strumienia obrośnięte są roślinnością - latem zieleń tutejszych drzew zapewne jeszcze bardziej podkreśla czerwoną barwę budynków, teraz zaś biel pni i bezlistnych gałęzi tworzyła z nią harmonijny pejzaż. Odetchnąłem głęboko rzeźkim, górskim powietrzem - na tej wysokości promienie irańskiego słońca nie ogrzewały powietrza zbyt mocno i panował przyjemny chłód. Oddaliwszy się od osady znalazłem się w zupełnej niemal samotności i mogłem bez przeszkód kontemplować piękno krajobrazu. Po tej stronie doliny natrafiłem też na ruiny dawnej fortecy - pozostała z niej zaledwie baszta i mury obronne, z wolna ginące wśród trawiastego zbocza. Dalej ciągnęły się już tylko wysokogórskie pastwiska, a wyżej ośnieżone szczyty Zagrosu.
Po blisko trzygodzinnym spacerze po wiosce i okolicach wróciłem na parking, gdzie wkrótce zjawili się też Francuzi i mogliśmy ruszyć w dalszą drogę.

Galeria zdjęć
(kliknij, żeby powiększyć)

Abjane (Abyaneh), Iran (c) 2014 by Radosław Botev

Abjane (Abyaneh), Iran (c) 2014 by Radosław Botev

Abjane (Abyaneh), Iran (c) 2014 by Radosław Botev

Ruiny fortecy, Abjane (Abyaneh), Iran (c) 2014 by Radosław Botev

Natanz

Masdżed-e Dżame (Masjed-e Jameh), Natanz, Iran (c) 2014 by Radosław BotevWynajęty w Kaszanie taksówkarz zgodnie z umową dowiózł nas do miasteczka Natanz, mniej więcej w połowie drogi do Isfahanu. Mieliśmy jeszcze trochę czasu do odjazdu autobusu, toteż zdecydowaliśmy się obejrzeć tutejszy meczet Masdżed-e Dżame, zwracający uwagę zdobioną bramą, której mozaiki lśniły w słońcu odcieniami turkusu i kobaltu. Meczet pochodzi z początku XIV wieku, a więc powstał w okresie panowania dynastii Ilhanidów, która przejęła władzę w tej części świata po rozpadzie imperium mongolskiego. Cały kompleks składa się z dwóch części: samego meczetu z wewnętrznym dziedzińcem o czterech ejwanach, salą modlitewną i blisko czterdziestometrowym minaretem oraz przyległego mauzoleum Szejcha Abd as-Samada.
Czas naglił i zdążyliśmy rozejrzeć się tylko po opustoszałym tego dnia dziedzińcu meczetu. Za chwilę taksówkarz podwiózł nas jeszcze kilka przecznic dalej, do miejsca, w którym zatrzymują się przejeżdżające przez Natanz autobusy dalekobieżne. Wkrótce mknęliśmy już szosą w kierunku kolejnej wielkiej atrakcji Iranu - ku Isfahanowi, dawnej stolicy perskiego imperium...

Galeria zdjęć
(kliknij, żeby powiększyć)

Masdżed-e Dżame, Natanz, Iran (c) 2014 by Radosław Botev

Masdżed-e Dżame, Natanz, Iran (c) 2014 by Radosław Botev

Masdżed-e Dżame, Natanz, Iran (c) 2014 by Radosław Botev

Masdżed-e Dżame, Natanz, Iran (c) 2014 by Radosław Botev

Przejdź do dalszej części relacji z podróży na Bliski Wschód ->>>>>>>>>

Powrót na stronę główną

Spis podróży