|
Jestem członkiem Prawicy
Rzeczypospolitej. Głównym powodem
mojego wstąpienia do tej partii była chęć wsparcia na szczeblu
politycznym idei pro-life. Bezkompromisowa postawa
marszałka Marka Jurka
w 2007 roku w trakcie próby
wzmocnienia konstytucyjnych gwarancji ochrony życia i godności
człowieka przekonała mnie o jego szczerym, niekłamanym zaangażowaniu w walkę
o prawa każdej istoty ludzkiej. Na polskiej scenie
politycznej wyraźnie odczuwałem wówczas także brak partii jednoznacznie
oddanej prawicowym ideałom
patriotyzmu i chrześcijańskiej obyczajowości. Chociaż aktywnie zaangażowałem się w
działalność polityczną dopiero w marcu 2009 roku
w związku z pierwszym ógólnopolskim
zjazdem Prawicy Rzeczypospolitej, od dawna z zainteresowaniem śledziłem polski
ruch prawicowy. Przez wiele lat jako wyborca
wspierałem politycznie Ligę Polskich Rodzin, jednak agresywny dyskurs tej partii, niejednokrotnie paradoksalnie
sprzeczny z ideą poszanowania godności człowieka, skutecznie zniechęcał mnie
do włączenia się w
jej struktury.
Spis
treści
Cywilizacja
życia
Polityka prorodzinna
Reforma w polityce wewnętrznej
Polityka europejska Polityka lokalna
Wybory
Cywilizacja życia
Moje głębokie przekonanie
o konieczności podejmowania działań zmierzających do budowy
społeczeństwa opartego na poszanowaniu życia ludzkiego od poczęcia do
naturalnej śmierci wyprowadzam wprost z idei ochrony praw człowieka.
Nie znajduję uzasadnienia dla odmowy naturalnego prawa do życia
i godności jakiejkolwiek istocie ludzkiej na jakimkolwiek
etapie jej rozwoju. Mocno zakorzeniony w
świadomości zachodnich społeczeństw
pogląd, jakoby przyjście dziecka na świat następowało przy jego narodzinach, kłóci
się ze współczesnym stanem wiedzy o fizjologii człowieka. W
XXI wieku, kiedy wiemy dokładnie, co dzieje się z człowiekiem
w łonie matki, całkowicie nieuzasadnione jest
tradycyjne postrzeganie narodzin jako początku istnienia. A właśnie
takie odwieczne, ale błędne przeświadczenie przyczynia się
od tysiącleci do niemożności stworzenia ogólnokulturowego
porozumienia w kwestii poszanowania życia, a przez to do
niepowodzenia broniących życia filozofii. Już w starożytnych
tekstach śródziemnomorskich cywilizacji odnajdujemy
zapisy dotyczące sztucznego wywoływania poronień, a równie stare teksty, z
przysięgą Hipokratesa na czele, świadczą też o próbach ograniczenia
tych praktyk. Można więc zaryzykować stwierdzenie, że debata nad
ochroną życia poczętego toczy się już od zarania naszej cywilizacji.
Dotąd jednak brakowało naszym przodkom ważnego argumentu w tej
debacie - jasno wyartykułowanych praw człowieka, chronionych
na mocy międzynarodowych traktatów i będących dziś
oczywistą częścią składową nowoczesnych społeczeństw Zachodu.
W połączeniu z niewiedzą w zakresie fizjologii człowieka,
każącą okresowi prenatalnemu jawić się jako tajemniczy,
„magiczny” czas oczekiwania, diametralnie różny od dalszych etapów
życia ludzkiego, brak świadomości praw człowieka przyczyniał się w
przeszłości do niezrozumienia wyprowadzanych z religii moralnych
nakazów poszanowania nienarodzonego życia. Nakazy te przestrzegane były
ze względu na autorytet Kościoła, jednak w XX
stuleciu, przebiegającym pod znakiem buntu wobec zastanych norm
obyczajowych i społecznych, podważono ten autorytet, a zmieniający
się model społeczeństwa doprowadził do rozluźnienia więzi
międzyludzkich. Ze zdwojoną siłą ujawniły się wówczas tłumione
dawniej zjawiska. Na początku XXI stulecia stoimy na
rozdrożu. Idea ochrony życia poczętego dzieli współczesne
społeczeństwa. Z jednej strony coraz wyraźniej słyszalne
są głosy tych, którzy w końcu odrzucają sztuczną
segregację ludzi na tych przed narodzinami i tych po
narodzinach - głosy ludzi, którzy rozumieją, że poród
nie może być czynnikiem decydującym o istocie człowieczeństwa,
a jest jedynie fazą rozwoju człowieka. Z drugiej strony
wyraźnie słyszy się głosy tych, którzy wciąż tkwią przy
błędnych przekonaniach, lecz którym także nieobojętne są prawa
człowieka. Ludzie ci dostrzegają jednak w tym kontekście
wyłącznie prawa przysługujące kobietom - prawa, których
istnienia ani wagi w żadnym razie nie podważam. Prawa kobiet,
tak jak prawa każdej istoty ludzkiej, powinny znajdować się pod
ochroną państw i organizacji międzynarodowych - żadna z szanujących
się partii politycznych w Polsce nie proponuje też ich
wykreślenia z Konstytucji. Nie wolno jednak pomijać praw
dziecka w żadnej fazie jego życia. Zgodnie z wykładnią
Trybunału Konstytucyjnego,
zawartą w orzeczeniu z dnia 27 maja 1997 roku, sygn.
akt K. 26/96 , polska
Konstytucja nakazuje ochronę życia człowieka na każdym etapie jego
trwania. Skutkiem tego są odnoszące się do tej ochrony odpowiednie
zapisy kodeksu karnego. Jednak twierdzenie, że zapisy te w istocie
ochronę tę zapewniają, zakrawa o absurd: żaden zapis konstytucyjny
czy ustawowy sam nie zmienia rzeczywistości. Wiara, że
samo zapisanie zakazu na kawałku papieru wpływa na świat,
jest jak wiara w praktyki magiczne. Rzeczywista ochrona życia, do
której na mocy Konstytucji zobowiązana jest Polska, to aktywne
działania zmierzające do uświadomienia społeczeństwu praw
nienarodzonych dzieci poprzez akcje informacyjne, debaty publiczne czy
adresowane do młodzieży programy telewizyjne. Ochrona ta to także walka
z bezpośrednimi przyczynami aborcji - z bezrobociem, niskim
statusem społecznym i biedą kobiet, brakiem wychowania młodzieży
do życia we wstrzemięźliwości i ich przygotowania do życia w
rodzinie. Żyjemy w społeczeństwie, w którym obecne jest zjawisko aborcji
- społeczeństwie, w którym dochodzi do sytuacji, że kobiety
podejmują tę często trudną, dramatyczną decyzję o przerwaniu
ciąży. Nierzadko narażają przy tym własne życie i zdrowie. Jednak właściwą, logiczną reakcją
na te zjawiska nie jest pomoc w odbieraniu życia nienarodzonym,
ale likwidacja przyczyn takich decyzji. Natomiast zakaz
odbierania życia, chociaż sam życia nie chroni, wynika z faktu
zobowiązania państwa polskiego do tej ochrony, z owych norm
konstytucyjnych, wynoszących życie i godność każdej istoty
ludzkiej do najwyższych wartości, na jakich opiera się duch
polskiego prawa. Realizacja tego zadania - zapewnienia jak
najdłuższego trwania życia każdego człowieka - powinna być
wspólnym priorytetem państw i instytucji międzynarodowych.
Należy dążyć do budowy ponadświatopoglądowej zgody w zakresie
ochrony życia od poczęcia do naturalnej
śmierci poprzez jasno wyartykułowane włączenie tej ochrony
do walki o prawa człowieka. Polska powinna jasno
opowiadać się za postawą pro-life
zarówno na szczeblu prawa krajowego, jak i w relacjach
międzypaństwowych. Pozwoli to na wygospodarowanie funduszy Unii Europejskiej i Organizacji Narodów Zjednoczonych do
wspierania macierzyństwa i rodzicielstwa, pozwoli powołać w
tych instytucjach komisje zajmujące się zrównaniem wszystkich ludzi,
narodzonych i nienarodzonych, w prawach do opieki
państwa.
Działania te nie
mogą być jednak skierowane przeciwko jakiejkolwiek grupie
społecznej, w demokratycznym państwie prawa niedopuszczalne jest
bowiem prześladowanie kogokolwiek. Dlatego stanowczo odrzucam
agresywny dyskurs, zrównujący aborcję z morderstwem czy
ludobójstwem. Nie mam jednak najmniejszych wątpliwości, że
aborcja, tak jak i eutanazja, jest odebraniem życia człowiekowi i
jako taka stanowi naruszenie jego naturalnych, niezbywalnych praw.
Konieczna jest więc rzeczowa debata, stanowiąca przecież trzon
demokracji. A dążenia polityczne do wypełnienia już zapisanych w
Konstytucji zobowiązań, czy też do ich uwypuklenia przez jasne,
nie budzące wątpliwości odniesienie praw
człowieka także do okresu prenatalnego, polegają w
istocie właśnie na wszczynaniu dyskusji. Bo przecież w
demokracji na jakiekolwiek zmiany prawa musi wyrazić zgodę
Naród, trzeba więc w dopuszczalny prawem sposób przekonać
społeczeństwo co do konieczności określonych
działań. Jest to długa droga, ale
też nie da się zbudować cywilizacji w czasie jednej
kadencji parlamentu. Debata ta potrwa zapewne jeszcze kilka pokoleń, ale też koncepcja praw człowieka jest stosunkowo
nową ideą w historii ludzkości, znajdujemy się więc dopiero
na początku tej debaty. Adwersarzy, ludzi
odrzucających moje stanowisko, traktuję z szacunkiem - są to ludzie tak
jak ja zaangażowani w ochronę wartości, w które wierzą. Tak jak i ja
są oni częścią składową społeczeństwa na początku XXI wieku. Uważam jednak,
że mylą się w swoim podejściu do życia ludzkiego, i nie
mam wątpliwości, że postęp polega na rozszerzeniu koncepcji praw
człowieka także na okres prenatalny. Może to implikować dla wielu trudne
dziś do przyjęcia rozwiązania, takie jak całkowite wyeliminowanie przyzwolenia
na aborcję, także w tych skrajnych wypadkach, w których prawo takie dopuścił
współcześnie Trybunał Konstytucyjny. Pamiętać jednak należy, że ludzie żyjący sto
lat temu nie akceptowaliby wielu rozwiązań, które dziś uważamy
za właściwe i pożądane. W
ten sam sposób i dzisiejsze
społeczeństwo nie musi akceptować wszystkiego, co za sto lat
będzie się składać na zwykłą, normalną postawę cywilizowanego człowieka
Zachodu. Każdy z nas musi sobie odpowiedzieć na pytanie,
co zrobić tu i teraz, z czasem, który
jest nam dany. Ja nie mam wątpliwości,
że powinienem dążyć
do postępu.
Polityka prorodzinna
Kolejnym priorytetem działań rządów i
organizacji międzynarodowych powinno być wspieranie rodziny. W
rozwiniętych społeczeństwach Europy obserwuje się obecnie
niepokojący spadek przyrostu naturalnego, skutkujący odwróceniem
piramidy demograficznej, a w konsekwencji grożący załamaniem systemu
emerytalnego. Instytucje krajowe i międzynarodowe powinny więc
skoncentrować swoje wysiłki na zapewnieniu młodym ludziom możliwości
zakładania rodziny i wychowania jak największej liczby dzieci.
Współcześnie bowiem to właśnie młode małżeństwa i rodziny
wielodzietne są najbardziej zagrożone biedą, co prowadzi nierzadko
do patologii. Potrzebna jest więc zdecydowana odpowiedź państwa,
polegająca na dofinansowaniu rodziny i zdjęcie z
wielodzietności stygmy patologii. Należy wypracować
zadowalający system rodzinnych zwolnień od podatku
dochodowego oraz objąć pracę na rzecz wychowania dzieci
ubezpieczeniem społecznym i emerytalnym. Wychowywanie dzieci
- chociaż nie przynosi bezpośredniego
dochodu - jest bowiem istotnym wkładem
w dobrobyt kraju. Jest to ciężka praca, zasługująca na
uznanie społeczeństwa i opiekę państwa. Istotnym elementem
polityki prorodzinnej powinno być ponadto wspieranie małych,
rodzinnych przedsiębiorstw. Uproszczenie procedur ich zakładania, a
także ułatwienie dostępu do nisko oprocentowanych kredytów pobudzi
gospodarkę, zmniejszy bezrobocie, a w
konsekwencji poprawi pozycję ekonomiczną społeczeństwa.
Ponadto, tak jak ponad sto lat temu wraz z nadejściem ery
industrialnej nastąpiło przeniesienie miejsca pracy z gospodarstwa
rodzinnego do wielkich zakładów pracy, co miało destrukcyjny
wpływ na społeczeństwo oparte na wartościach rodzinnych, tak
w epoce postindustrialnej rozbudowa sektora małych
przedsiębiorstw pozwoli częściowo na przywrócenie dawnej struktury społecznej. W
połączeniu z uelastycznieniem czasu pracy czynniki
te będą istotnym bodźcem wpływającym na decyzję
o założeniu rodziny.
Jednocześnie
stanowczo sprzeciwiam się próbom legalizacji małżeństw
homoseksualnych. Powodem są tu nie tylko moje osobiste przekonania,
każące mi postrzegać homoseksualizm jako chorobę, której - przy
pełnym poszanowaniu godności osób na nią cierpiących - nie należy
uznawać za w pełni normalne, zdrowe
zachowanie. Istotniejsza jest tu odpowiedź na pytanie, w jakim
celu lub też z jakiego powodu państwo obejmuje ochroną instytucję
małżeństwa. Otóż ochrona ta przysługuje małżeństwu jako związkowi
kobiety i mężczyzny ze względu na trud, jakim jest wychowanie
dzieci. Jako podatnicy składamy się na tę ochronę, aby później jako
emeryci czerpać korzyści z owoców takiego związku. Małżeństwa
homoseksualne nie mają natomiast na celu sprowadzania dzieci na
świat i ich wychowania, w związku z czym za bezzasadne uważam ich
finansowanie. Kategorycznie odrzucam pogląd, jakoby nieuznawanie
przez państwo małżeństw homoseksualnych oznaczało dyskryminację czy
wręcz prześladowanie homoseksualistów. Państwo nie ma prawa
prześladować kogokolwiek, dlatego też homoseksualizm nie
jest prawnie zakazany we współczesnych krajach Zachodu z Polską
włącznie. W odniesieniu do zarzutu dyskryminacji pozwolę sobie
natomiast zwrócić uwagę na stanowisko polskiego Trybunału
Konstytucyjnego w tej sprawie, wyrażone przy okazji badania
zgodności z Konstytucją traktatu akcesyjnego Unii Europejskiej
w orzeczeniu z 11 maja 2005 roku, sygn.
akt K 18/04. Trybunał stwierdził wówczas wyraźnie, że zakaz
dyskryminacji jest inherentną częścią współczesnych systemów
prawnych Polski i Europy. Jednocześnie podkreślił, że systemy te
zakazują nierównego traktowania osób, nie zaś instytucji o różnych
celach i przeznaczeniu. Czym innym jest więc zakazana przez prawo
dyskryminacja osób orientacji homoseksualnej, a czym innym różne
traktowanie samego związku kobiety i mężczyzny w porównaniu ze
związkiem homoseksualnym. Są to bowiem ze swojej natury dwie
różne instytucje.
Reforma w polityce wewnętrznej
Wśród założeń programowych Prawicy
Rzeczypospolitej znalazł się zapis o konieczności uzdrowienia
polskiej demokracji. Reforma ta miałaby polegać na wprowadzeniu
jednomandatowych okręgów wyborczych z listami kandydatów zgłaszanymi
przez samych wyborców spośród kandydatów rekomendowanych przez
partie. Z założenia ma to doprowadzić do sytuacji, w jakiej partie
polityczne w większym stopniu brać będą pod uwagę wolę wyborców, a
posłom pozwoli na wyrażanie własnych poglądów, nie zaś stanowiska
narzuconego przez partię. Dodatkowym postulatem jest
wzmocnienie roli Prezydenta jako najwyższego
przedstawiciela Rzeczypospolitej. Prezydent wybierany jest imiennie
i bezpośrednio przez cały Naród i posiada przez to niezwykle silną
legitymizację społeczną, paradoksem jest więc powierzanie
mu funkcji głównie reprezentacyjnej. Wprowadzenie w Polsce jasno
określonego w Konstytucji systemu prezydenckiego uważam za właściwą
odpowiedź na obecne rozmycie odpowiedzialności za politykę kraju. Rozwiązanie
to, w porównaniu z systemem parlamentarnym, zwiększa
wpływ obywateli na wybór władzy wykonawczej.
Do tych postulatów
dokładam jeszcze jeden - mianowicie postulat uzdrowienia polityki również
na szczeblu samorządowym. Jako członek Rady Naczelnej
Prawicy Rzeczypospolitej postulował będę ograniczenie liczby kadencji, w których jedna
osoba może sprawować funkcję wójta, burmistrza czy prezydenta miasta
w danej jednostce podziału terytorialnego. Brak ograniczenia liczby kadencji
w stosunku do tych jednoosobowych stanowisk samorządowych
sprzyja bowiem niedemokratycznej monopolizacji władzy w ręku jednej osoby i ułatwia
jej niszczenie opozycji. Zdarzają się sytuacje, kiedy wójt, burmistrz
lub prezydent miasta nie tylko nie dopuszcza do wypłynięcia
zgłaszanych przez opozycję inicjatyw, ale wręcz nadużywa władzy
do zastraszania swoich przeciwników politycznych. Sytuacja taka jest
niedopuszczalna w demokratycznym państwie prawa. Dlatego tak jak
ograniczona jest konstytucyjnie kadencyjność Prezydenta
Rzeczypospolitej Polskiej, tak ustawowo ograniczyć należy
kadencyjność wójtów, burmistrzów i prezydentów miast.
Polityka europejska
W zakresie polityki europejskiej zdecydowanie
opowiadam się za koncepją Europy
Ojczyzn, czyli pozostawienia jak najszerszych kompetencji Państwom Członkowskim.
Unia Europejska jest bowiem tworem wysoce
niejednorodnym pod względem gospodarczym i społecznym. Centralizacja
władzy w jej strukturach grozi więc zaniedbywaniem
dążeń i interesów poszczególnych krajów na rzecz interesu wspólnoty jako
całości. Pozbawienie rządu polskiego istotnych instrumentów administracji państwa,
ze wprowadzeniem w Polsce wspólnej, unijnej
waluty na czele, doprowadzić może do pogorszenia sytuacji naszego
kraju. Unia powinna raczej dążyć do wzmocnienia poszczególnych
państw oraz wspierać zachowanie tożsamości poszczególnych Narodów poprzez ochronę
i promocję różnorodności kulturowej. Działania Unii
powinny ponadto koncentrować się wokół promocji idei cywilizacji
życia oraz tradycyjnych, konserwatywnych wartości, będących kulturowym dziedzictwem Europy.
Odrzucam jednak możliwość upoważnienia instytucji
unijnych do tworzenia w tym zakresie prawa wiążącego Państwa
Członkowskie. Chociaż konieczne jest dążenie do
międzynarodowego, ponadświatopoglądowego konsensusu w tych dziedzinach, tego typu
legislacje powinny być - w miarę
budowy tego konsensusu - stopniowo przyjmowane
przez poszczególne państwa na zasadzie dobrowolności. Trzonem Europy
powinny być suwerenne, demokratyczne Narody, świadome swojej
tożsamości i nieskrępowane poczynaniami scentralizowanej władzy
unijnej.
Z niezadowoleniem przyjmuję sposób, w jaki w Unii Europejskiej
przeforsowano traktat
lizboński. Po demokratycznym, referendalnym odrzuceniu przez
europejskie Narody traktatu konstytucyjnego w 2005
roku, stworzono nowy traktat, jedynie nieznacznie, symbolicznie
wręcz różniący się od poprzedniego. Tym razem jednak, najwyraźniej
ze strachu przed wolą społeczeństw, w żadnym kraju członkowskim
nie zdecydowano się na przeprowadzenie referendum. Wyjątkiem była
jedynie Irlandia, której konstytucja nakazuje przeprowadzenie
takiego referendum. Jest prawdą, że parlamenty mają demokratyczną
legitymizację Narodów do podejmowania swoich działań, jednak fakt
rezygnacji z referendalnej drogi ratyfikacji traktatu we wszystkich
krajach, w których było to prawnie możliwe, musi budzić podejrzenia.
Rodzi się zasadnicze pytanie - komu zależy na traktacie lizbońskim,
a nawet szerzej - na głębszej integracji Unii - jeśli nie samym jej
obywatelom? W tym kontekście, abstrahując od samej treści traktatu,
postrzegam irlandzki sprzeciw jako tryumf demokracji nad Unią
Europejską. Uważam, że głosowanie nad
ratyfikacją tak ważnych umów międzynarodowych, jakimi są traktaty
unijne, wpływające przecież na przyszłość całej Europy i kształtujące
jej rzeczywistość, powinny być przegłosowywane przy bezpośrednim
udziale europejskich społeczeństw. Zasada taka powinna wręcz
znaleźć się w samych traktatach. Ponadto, dla zmiejszenia deficytu
demokracji w instytucjach Unii Europejskiej, należy ograniczyć
obecne uprawnienia legislacyjne niewybieranych bezpośrednio przez
obywateli Komisji
Europejskiej i Rady
Unii Europejskiej przez przekazanie ich Parlamentowi Europejskiemu. Nadrzędnym
celem powinno być przy tym jednak zagwarantowanie jak
najszerszej autonomii Państw Członkowskich, przeciwny więc jestem
dalszemu rozszerzaniu uprawnień Unii Europejskiej.
Kwestia członkostwa Turcji
w Unii Europejskiej jest kontrowersyjna. Z jednej strony przyjęcie do
Europy kraju o odmiennej kulturze i religii niewątpliwie
wpłynie na osłabienie dążeń do unifikacji prawa unijnego w
kwestiach społecznych oraz wzmocnienie presji na promocję różnorodności, a
w konsekwencji do stworzenia Europy Ojczyzn. Z drugiej
strony członkowstwo Turcji osłabi także siłę głosu Polski (co
jednak dotyczy każdego rozszerzenia Unii) i może utrudnić w przyszłości oparcie
Unii o wartości cywilizacji chrześcijańskiej.
Dlatego nie mam jasno sprecyzowanych poglądów w tej sprawie,
aczkolwiek po przyjęciu traktatu lizbońskiego może to być krok we
właściwym kierunku dla zachowania suwerenności Polski w
kluczowych kwestiach obyczajowych. Ponadto
wartości fundamentalne, takie jak
godność i życie ludzkie, uważam za uniwersalne, przez co konieczne
jest krzewienie idei cywilizacji życia zarówno wśród
muzułmanów, jak i w laickiej Europie. Większym zagrożeniem dla Unii
Europejskiej - czy szerzej tożsamości Europy - jest
laickość Zachodu i dążenia do stworzenia federacji opartej na
kulturze śmierci i wrogości wobec religii niż przyjęcie kraju,
który od czasów Kemala Atatürka jako całość tylko luźno identyfikuje
się z cywilizacją islamu, a w ciągu ostatnich dziesięcioleci
znacznie zbliżył się do Europy. Wprawdzie czasy kemalizmu i
przymusowej laicyzacji państwa powoli odchodzą w Turcji do
przeszłości - co zresztą uważam za jak najbardziej słuszny postęp
w dziedzinie wolności religijnej - jednak powrót religii
do dyskursu politycznego w Turcji nie oznacza bynajmniej
automatycznie skrajnego fundamentalizmu i wrogości wobec
chrześcijaństwa. Postawy takie zdarzają się, należy je wówczas
zwalczać w sposób przewidziany w demokratycznym społeczeństwie, nie
można z nich jednak wyciągać uprzedzeń wobec wszystkich wyznawców
islamu. Europa winna wyprowadzić swoją tożsamość z
chrześcijańskiego przesłania miłości, a ono wyklucza wrogość
wobec jakiejkolwiek religii. Reasumując - przy silnym poczuciu własnej
tożsamości ani Polsce, ani Europie nie grozi przyjęcie szariatu
nawet po przyłączeniu Turcji, uniwersalne kwestie cywilizacji życia,
praw człowieka i rodziny Polska powinna podnosić także na forum
międzynarodowym (a więc i w rozmowach z Turcją), a członkostwo
Turcji wzmacnia dążenia do stworzenia Europy Ojczyzn, a więc Europy
wzajemnego poszanowania różnorodności kulturowej i otwartej na świat
pozaeuropejski. Dostrzegam więc wiele korzyści z ewentualnego
członkostwa Turcji w Unii Europejskiej i nie uważam, żebym musiał
być zdecydowanie przeciwny takiemu rozwiązaniu.
Polityka lokalna
W polityce lokalnej, to
jest samorządowej polityce gminy Mszczonów, której jestem mieszkańcem,
opowiadam się za dążeniem do zrównoważonego rozwoju z
poszanowaniem walorów przyrodniczych gminy. Dlatego kategorycznie sprzeciwiam
się dążeniom burmistrza do budowy w Mszczonowie uciążliwej nie
tylko dla środowiska, ale i mieszkańców spalarni śmieci z
całego Mazowsza. Uważam, iż zamiast tego zasadne jest inwestowanie w
promocję gminy, ekologiczne technologie, takie jak oczyszczalnia
ścieków, czy wreszcie przede wszystkim w wiecznie tylko obiecywane
wodociągi i gazociągi. Należałoby się także uważnie przyjrzeć
niebotycznej wręcz pensji burmistrza (na poziomie 10 tys. złotych
miesięcznie) i zastanowić się, czy gmina Mszczonów wobec jej
ponadczterdziestoprocentowego zadłużenia istotnie może pozwolić
sobie na płacenie swoim przedstawicielom więcej, niż za swoją pracę otrzymują
posłowie i ministrowie.
Czytaj
teksty mojego autorstwa w lokalnej
prasie
Petycje, skargi i
wnioski
Czytaj składane
przeze mnie petycje, skargi i wnioski
Wybory
Kandydowałem w następujących
wyborach:
Wybory do Parlamentu Europejskiego
2009 Wybory samorządowe 2010
Pobierz założenia programowe polityki Prawicy Rzeczypospolitej (plik PDF)
Copyright (c) 2009 by
Radosław Botev. Wszelkie prawa zastrzeżone. |